Pod wiatr…

Dzień 12: Lons le Saunier – Lion (130 km)

Wczesnym rankiem odprawiliśmy Mszę św. za śp. Barbarę wraz z siostrami Aliance i tymi, którzy tak życzliwie nas przyjęli w Lons le Saunier. Potem smaczne francuskie śniadanie, czułe pożegnanie z Siostrami i w drogę. Tego dnia bardzo mocno wiało prawie cały etap. Zmagaliśmy się z przednim wiatrem (prosto w twarz oraz lekko z boku). Wiało tak momentami, że przesuwało nas na rowerach. Oczywiście te lżejsze osoby 🙂 Ogólnie ciężka praca na rowerze dobrze nam zrobiła, ciągle zbieramy doświadczenie i coraz lepiej „kręcimy” 🙂
W tym dniu dojechaliśmy do Lionu, który okazał się pięknym miastem. Wyczerpani mieliśmy jeszcze siły, aby zobaczyć starą część miasta. W drodze powrotnej na nocleg mocno nas zmoczyło i niestety troszkę pobłądziliśmy w uliczkach. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło – Karolina miała mapę, język i rację 🙂 W Lionie gościliśmy u salezjanów, u Christiana, Andrei i Mariana – kleryka salezjańskiego z Polski, którzy naprawdę bardzo serdecznie nas przyjęli i zatroszczyli się o nas. Czuliśmy się jak u salezjanów, czyli jak w domu 🙂

zp8497586rq