Iiii poszli…

Nie ma odwrotu – z dniem dzisiejszym rajd Giro Doppio 2018 rozpoczął się na dobre. Chyba żaden boscoteam’owicz nie ma wątpliwości, że naszą niespełna miesięczną pielgrzymkę zaczęliśmy w najlepszy możliwy sposób – od wspólnej Eucharystii, której przewodniczył ks. Jacek Garus (nota bene były wychowanek naszej grupy). Z Chrystusem w sercu, uśmiechem na ustach i pysznym śniadaniu w żołądku ruszyliśmy na lubińskie szosy, aby pokonać pierwszy etap drogi dzielącej nas od Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach. Jedno trzeba przyznać – nasz peleton wzbudzał niemal takie zainteresowanie wśród przechodniów, co ornaty w niedzielę Laetare.

Miły dla kolarskiego ucha szum gum w połączeniu z syberyjskim słońcem (które ewidentnie nie spełniało swoich funkcji grzewczych i niemal przyprawiło kilku zawodników o hipotermię) sprzyjały integracji (wszak rajd to nie tylko rower), zgłębianiu relacji z Bogiem i z ludźmi oraz medytacji nad pięknem natury, która skutecznie straszyła nas burzowym armagedonem. Chociaż wiatr w plecy dodawał skrzydeł i napędzał do zawrotnych prędkości, nie obyło się bez kilku incydentów m. in. grupa trzecia wykazała drobne problemy w komunikacji interpersonalnej i wyprzedziła „jedynkę” a tegoroczny debiutant Janek zgubił pedał. Warto również wspomnieć, że dzisiejszy etap dzieliliśmy z grupą old schoolowych kolarzy, w składzie: Krzysztof Tyrpa, Wojciech Kot i Janusz Jach, którzy dzielnie trzymali nam koło.

Pełni wdzięczności za dzisiejszy dzień, który obfitował w wiele niecodziennych doświadczeń, ofiarujemy się Matce Bożej, pamiętamy o przesłaniu dzisiejszego słówka ks. Artura, aby ten rajd (tak jak w przypadku kobiety z dzisiejszej Ewangelii) był sposobnością do wyjścia z tłumu i zbliżenia się do Pana Jezusa.

Tyrpa